Kolorowy tusz na rzęsach, czyli essence colour flash volume mascara (nowość, swatche)

on wtorek, 15 kwietnia 2014
Kiedy pojawiły się pierwsze zapowiedzi wiosenno-letnich nowości essence, wiele osób zwróciło szczególną uwagę na serię kolorowych tuszów do rzęs. Przyznam, że sama początkowo nie byłam do nich przekonana. W latach nastoletnich kilka razy eksperymentowałam z tego typu produktami, ale bez większych sukcesów. Zwykle taki tusz dawał ledwie widoczny kolor i nie robił nic więcej. Potem jednak pomyślałam, że takie kolorowe rzęsy to może być fajna opcja na lato i postanowiłam spróbować.

W serii kolorowych tuszów znajduje się pięć odcieni: 01 miss early-greenbirdy, 02 miss sue blue, 03 miss mary berry, 04 miss louise turquoise i 05 miss lila deleila. Mają 9 ml, zostały wyprodukowane we Francji, są ważne 6 miesięcy od otwarcia i kosztują 12,99 zł.


Po pierwszym użyciu tuszu aż się sama do siebie uśmiechnęłam. Kolor jest, i to widoczny! Najbardziej obawiałam się tego, że efekt na rzęsach będzie prawie niezauważalny. I choć początkowo chciałam nakładać ten tusz tylko na dolne rzęsy, od paru dni mój makijaż oka wygląda tak: neutralny cień w kremie na całą powiekę, cielista kredka na linię wodną i właśnie te zielone rzęsy. Jeśli chodzi o inne właściwości tuszu niż nadawanie koloru, to są one przeciętne. Rzęsy są pogrubione i podkreślone, ale szału nie ma. Niestety nakładanie pod spód czarnego tuszu nie działa, bo dominuje ona potem całą zieleń. Myślę, że tu poradziłaby sobie biała baza, ale niestety obecnie takiej nie mam. Najlepiej oczywiście byłoby mieć swoje długie i gęste rzęsy, na których wszystko wygląda świetnie ;) Dodam jeszcze, że tusz się nie osypuje nawet po całym dniu.

Mnie efekt podoba się bardzo i na pewno dokupię drugi kolor - waham się między niebieskim a granatem. Oba tusze na pewno zapakuję do wakacyjnej kosmetyczki (lot do Rzymu mam już za 8 dni!), będą świetnie pasować do wiosenno-letnich sukienek i pewnie na ten czas zastąpią mi wszystkie inne produkty do makijażu oczu :)

I jeszcze jedno: szykuje się nowa promocja -40% w Rossmannie, więcej info na facebooku.

Em

P.S. Tusz został mi przekazany przez dystrybutora do pokazania na blogu.

Cielista kredka na linię wodną, czyli essence big bright eyes (nowość, swatche)

on czwartek, 10 kwietnia 2014
Wczoraj pokazałam na instagramie nowości essence i CATRICE, które właśnie testuję i zapytałam, co chcecie zobaczyć na blogu w pierwszej kolejności. Największe zainteresowanie wzbudziła kredka essence big bright eyes higlight it... nude, więc z przyjemnością napiszę dziś o niej kilka słów.

Na wstępie jeszcze trochę na inny temat. Nie mam w zwyczaju tłumaczyć się z nieobecności na blogu, ale tym razem chciałabym o tym wspomnieć. Pierwszy raz w życiu przechodzę przez coś, co nazwać można lekkim wstrętem do siedzenia przy komputerze. Na początku myślałam, że jestem po prostu zmęczona po całym dniu wpatrywania się w ekran w pracy, ale szybko okazało się, że nawet w dni w całości spędzone w domu nie mam najmniejszej ochoty otwierać laptopa. Mnie samej ciężko w to uwierzyć, ale mojego netbooka włączyłam dziś po raz pierwszy od prawie dwóch tygodni (!) i to tylko po to, żeby napisać tę notkę. Oczywiście nie jestem całkowicie offline - to byłoby trudne - kiedy muszę coś sprawdzić, korzystam z telefonu, na nim też lecą filmiki z youtube, kiedy sprzątam lub gotuję. Jestem jedynie aktywna na instagramie, ale mam ogromne zaległości jeśli chodzi o czytanie ulubionych blogów, coraz rzadziej zaglądam też na facebooka. Powiem wam, że przechodzę przez coś takiego po raz pierwszy od czasu zafascynowania się komputerem kilkanaście lat temu. Do niedawna nie mogłam się oderwać od ekranu, teraz mam go dość. Mieliście kiedyś coś takiego? To mija, ktoś wie? ;)

Wśród nowości essence na wiosnę/lato 2014 znalazła się seria trzech kredek w neutralnych odcieniach: matowa 01 highlight it... nude, perłowa 02 highlight it... pearl i opalizująca 03 highlight it... funky. Kredki mają 1,41g, są ważne 24 miesięcy od otwarcia, zostały wyprodukowane w Czechach i kosztują 8,99 zł.

Mam pierwszą wersję, czyli matową i już na wstępie powiem wam, że jestem zachwycona tą kredką. Oczywiście weźcie pod uwagę, że są to dopiero pierwsze wrażenia, bo testuję ją od zaledwie dwóch dni, ale kilka rzeczy już na pewno mogę na jej temat napisać. Przede wszystkim jest miękka, co jest niezwykle ważne, jeśli szukamy kredki właśnie do linii wodnej. Kolor to bardzo ładny beż, delikatnie jaśniejszy od skóry na wewnętrznej stronie mojego przedramienia - to widać na zdjęciu powyżej. Aplikacja jest przyjemna i zajmuje dosłownie dwie sekundy, a oko od razu wygląda na bardziej wypoczęte.


Jeśli chodzi o trwałość, to dzisiaj specjalnie przez cały dzień ją kontrolowałam :) Po czterech godzinach od aplikacji kredka wciąż jest widoczna, ale dwa razy słabiej, zaś po ośmiu zostaje po niej już tylko delikatny ślad. Czy to dobry wynik? Według mnie tak. Noszę soczewki i zwykle tak czy inaczej kreska z linii wodnej znika dość szybko, tu nie jest aż tak źle. Jeśli jednak chcemy, żeby efekt był widoczny przez cały dzień, konieczna będzie ponowna aplikacja. Teoretycznie można nią też rozświetlać łuk brwiowy i wewnętrzny kącik oka, ale raz tego spróbowałam i efekt mi się nie spodobał, zdecydowanie wolę nakładać w tych miejscach perłowe odcienie lub ewentualnie biały mat.

O ile mogę to zrobić po zaledwie dwóch dniach testów, serdecznie polecam wam wypróbować te produkt. W drogeriach dostępnych jest zaledwie kilka cielistych kredek - ja kojarzę jedną z Max Factor i jedną z CATRICE (której raczej nie polecam, może napiszę coś więcej również o niej). Niestety o ile wiem, seria big bright eyes dostępna jest w drugiej szafie essence, więc nie w każdym sklepie ją dostaniecie.

Przygotujcie się na więcej wpisów o nowościach - kolejny będzie prawdopodobnie kolorowy tusz do rzęs, który już teraz możecie zobaczyć na jednym ze zdjęć powyżej.

Em

P.S. Jak zwykle zachęcam do śledzenia mnie na instagramie, gdzie jestem ostatnio najbardziej aktywna - KLIK.

P.S. Kredka została mi przekazana przez dystrybutora do pokazania na blogu.

Marzec 2014 w zdjęciach

on środa, 2 kwietnia 2014
Mamy kwiecień, czyli jedna czwarta 2014 już za nami. Nieźle. Marzec wcale nie minął mi szybko, przeglądając zdjęcia do tego wpisu miałam wrażenie, że ciągnął się w nieskończoność. Nie w złym znaczeniu, wręcz przeciwnie, bo marzec sponsorowało słowo WIOSNA.


WIOSNA!!! Przyszła na dobre i mam nadzieję, że nigdzie już się nie wybiera. 
(1) Oznaczało to między innymi przerzucenie się z zimowych butów na coś bardziej komfortowego. Szybko okazało się, że poza dziurawymi conversami właściwie nie mam  w czym chodzić, więc czekają mnie zakupy. Nie uśmiecha mi się wydawanie kolejny raz dwóch stówek na buty, które po dwóch latach mają w jednym miejscu dziurę na wylot. Z drugiej strony są dużo wygodniejsze niż zwykłe trampki i mimo wszystko trwalsze. A ja lubię trampki. Na pewno jednak że nie zdecyduję się drugi raz na jasny kolor - czyszczenie ich to tragedia, właściwie mission impossible
(2) Jedno słowo. Tulipany. Moje ukochane kwiaty teraz dostępne na każdym kroku!
(3) To zdjęcie z końca miesiąca, tuż po zmianie czasu. Nagle dzień stał się taki długi, że słońce świeci nawet kiedy wychodzę z pracy. Cudownie :)
(4) Najcieplejszy weekend marca. Nie wiem, ile dokładnie było stopni, ale chodziłam po lesie w samej koszulce i było mi gorąco jak w środku lata. Rzadko mam okazję zabrać na spacer golden retrivera moich rodziców, ale tym razem się udało - był zachwycony :)

Miałam nie wrzucać bezsensownych zdjęć jedzenia, ale chcę wam polecić kilka moich ulubionych miejsc w Krakowie.
(1) Jeśli babeczki, to Cupcake Corner. Wizyta w tym miejscu zawsze poprawia mi humor, po prostu uwielbiam pyszne słodkości w pięknym wydaniu!
(2) Jeśli naleśniki, to Kolanko na Kazimierzu. Zawsze jem pół słonej i pół słodkiej porcji.
(3) Jeśli tarty, to Tektura na Krupniczej. Uwielbiam to miejsce, mają też pyszne śniadania.
(4) Jeśli kawa z przyjaciółką, to mangoccino w coffeeheaven!!! Już zapomniałam, do jakiego stopnia uwielbiam ten smak. A jeśli dodatkowo dzień nie był najlepszy, to warto dorzucić też gofra z lokalu obok. Na pół :)

W marcu dwa razy musiałam pojechać na weekend do Warszawy i bardzo się starałam, żeby...
(1) wstając o 4 rano...
(2) pamiętać, że poszłam na te studia z pasji, a nie dlatego, że musiałam. No właśnie, studia są super, ale jestem już trochę zmęczona tym jeżdżeniem w jedną i w drugą stronę. Po prostu lubię spać w swoim łóżku. I bardzo się cieszę, że nie musiałam wyjeżdżać nigdzie z Krakowa na pięcioletnie studia.
(3) Selfie na UW zaliczone.
(4) Kiedy jestem w Warszawie, najbardziej lubię sobotnie i niedzielne poranki spędzone z kawą i czymś dobrym do czytania. Zwykle kawiarnia jest jeszcze pusta, jest cicho i spokojnie.

(1) Pewnej słonecznej niedzieli wsiadłam w samochód, założyłam pierwszy raz w tym roku okulary przeciwsłoneczne, zrobiłam sobie fotkę i pojechałam grać w piłkę. Co prawda bolało mnie trochę gardło, ale pogoda była taka ładna i w ogóle.
(2) Następnego dnia ledwo mówiłam i skończyło się na tym, że przez tydzień leżałam w łóżku. To mój typowy strój dnia ;)
(3, 4) Dopiero pod sam koniec miesiąca zebrałam się w sobie i poszłam biegać. Do tej pory zwykle biegałam wzdłuż mniejszych i większych ulic, ale wystarczyło raz zabłądzić, żeby znaleźć się w zdecydowanie lepszym otoczeniu. Uroki mieszkania na końcu świata.

(1) W marcu wzięło mnie na zmiany i postanowiłam kupić nowe zasłony. Chciałam takie w biało-czarne pasy i takie właśnie znalazłam. Niestety ktoś mi tak namącił w głowie, że na końcu już sama nie wiedziałam, czy je chcę ;) Zastanowię się nad nimi przy kolejnej wizycie w Ikei.
(2) Wymyśliłam sobie też regał w pokoju i przeniosłam go z łazienki. Ładnie wyglądał, ale był szalenie niepraktyczny i w końcu odniosłam go z powrotem. Myślę, że na to miejsce kupię zwykły regał z jasnego drewna z większą ilością półek.
(3, 4) W Krakowie otworzono nowy Super-Pharm, swoją drogą bardzo fajny, przestronny i w świetnej lokalizacji (przy dworcu). Wizyta w tym miejscu przypomniała mi, że od jakiegoś czasu mam ochotę na essie fiji i kilka dni później dokonałam pierwszego lakierowego zakupu w tym roku. Dziś mam go na paznokciach pierwszy dzień i wciąż się przyzwyczajam, bo zwykle jednak sięgam po ciemniejsze kolory. 



Jednym z najfajniejszych dni marca była ostatnia sobota, czyli konferencja Blog Experts. Bardzo się ciesze, że takie wydarzenia odbywają się także w Krakowie!
(1) Dzień rozpoczęłam z Agatą z bloga eksperymentalnie.com w mojej ulubionej śniadaniowej miejscówce - Momencie na Kazimierzu.
(2) Konferencja trwała od 11 do 19 i naprawdę nie wiem, kiedy zleciało te osiem godzin. Najbardziej cieszę się, że miałam okazję poznać Michała Szafrańskiego z jakoszczedzacpieniadze.pl. To jeden z najbardziej profesjonalnie prowadzonych blogów. Michała podziwiam za pomysł i konsekwencję, każdy jego wpis jest na najwyższym poziomie. Poza tym fajnie było posłuchać znanych twarzy, czyli Artura Kurasińskiego, Maćka Budzicha i Pawła Tkaczyka :)
(3, 4) Organizatorzy zadbali o odpowiednią ilość słodkości, więc ta konferencja po prostu nie mogła się nie udać.

Na koniec jeszcze kilka losowych zdjęć z telefonu.
(1) Pewnego dnia zaczęłam dzień zdecydowanie zbyt wcześnie i spędziłam poranek siedząc z kawą i obwarzankiem na plantach, obserwując budzące się do życia miasto. To był jeden z najlepszych momentów minionego marca.
(2) Oczywiście nie ma miesiąca bez planszówek. To od jakiegoś czasu mój ulubiony sposób spędzania czasu ze znajomymi.
(3) Kiedy wracam wieczorem do domu, zwykle nawet nie zbliżam się do komputera. Ostatnio w ogóle nie chce mi się przy nim siedzieć. Kakao + dobra książka to idealny pomysł na koniec dnia.
(4) Wciąż pracuję nad uaktualnionym rankingiem blogów kosmetycznych. Jestem już bliżej niż dalej, ale wciąż brakuje mi jeszcze kilku-kilkunastu godzin, żeby go dokończyć. Czekajcie cierpliwie :)

Mam przeczucie, że kwiecień będzie kolejnym dobrym miesiącem tego roku. Dziś kupiłam bilet lotniczy w jedną stronę do Rzymu. Mam tam coś służbowo do załatwienia dzień po przylocie, a potem - zobaczymy. We Włoszech byłam już kilka razy, ale zwykle były to zawsze te same miejsca (Rzym, Wenecja, Florencja). Tym razem chciałabym odwiedzić mniej znane miejscowości. Już nie mogę się doczekać! Jeśli chcecie być na bieżąco, zapraszam do śledzenia mojego profilu na instagramie.

Mam nadzieję, że wiosna również na was działa tak dobrze jak na mnie :)

Em

COMING SOON

on piątek, 28 marca 2014
Na blogu chwilowo przycichło, a to dlatego, że w końcu się zebrałam i pracuję nad nową odsłoną blogowego rankingu (ostatnią zobaczyć można TU). Przy okazji kolejny raz uświadamiam sobie, jak bardzo rozrosła się kosmetyczna blogosfera! Do tysięcy blogów co chwilę dołączają kolejne. Niestety trafiam też na sporo porzuconych miejsc w sieci, ich też jest coraz więcej, dlatego aktualizacja bardzo się przyda.

Potrzebuję jeszcze kilkunastu godzin wolnego czasu, żeby móc dokończyć ranking. Mam nadzieję, że w pierwszych dniach kwietnia już wszystko będzie gotowe. Jestem pewna, że taka lista przyda się zarówno tym, którzy dopiero wkraczają w kosmetyczną blogosferę, jak i tym, którzy chcą po prostu poznać nowe blogi.

Przy okazji - czy ktoś wybiera się na jutrzejszą konferencję Blog Experts w Krakowie? Ja będę na pewno :)

Em

P.S. Zapraszam do śledzenia mnie na instagramie KLIK KLIK :)

Mój ulubiony pędzel do pudru, czyli essence kabuki brush

on niedziela, 23 marca 2014
Nie od dziś wiadomo, że dobre pędzle bardzo ułatwiają wykonanie makijażu. Gdyby ktoś mądry nie wymyślił pędzla do blendowania, nauczenie się mocniejszego podkreślania oczu byłoby na pewno o wiele trudniejsze. Podobnie jest z puszkami do pudru, których zupełnie nie potrafię używać i tu również chętniej sięgam po pędzle. Już od kilku miesięcy najczęściej używam mojego taniego, drogeryjnego ulubieńca, czyli essence kabuki brush.

Pędzel ten spodobał mi się już od samego początku, ale trochę narzekałam wtedy na dość wysoką - jak na essence - cenę (17,49 zł). Pół roku później mogę wam powiedzieć, że jest on wart każdej złotówki. Wciąż od czasu do czasu używam innych pędzli do pudru (np. Ecotools), ale to ten od essence stał się moim zdecydowanym ulubieńcem.

Tak jak pisałam tuż po jego otrzymaniu - jest miękki, zbity, poręczny, idealny do nakładania pudru. Po kilku miesiącach i wielokrotnym praniu nic się nie zmieniło. Trzyma się świetnie i nic nie wskazuje na to, żeby wkrótce miało się to zmienić.

Tu jeszcze porównanie z innym pędzlem essence. Różnica w wielkości jest - jak widać - bardzo duża.

W szafach drogeryjnych marek ze świecą można szukać pędzli do makijażu. Jest ich bardzo mało, a te istniające zwykle nie spisują się tak dobrze jak produkty droższych marek, takich jak Ecotools czy Sephora. Jeśli szukacie dobrego, taniego i ogólnodostępnego pędzla do pudru, ten będzie według mnie najlepszy.

Przy okazji wspomnę, że już nie mogę się doczekać pędzli GlamBrush, które już niedługo pojawią się w sklepie Hani Knopińskiej aka DigitalGirl. Jestem ich ogromnie ciekawa :)

Jestem pewna, że i wam ten weekend minął w przyjemnej, wiosennej atmosferze :) Lepiej się żyje przy takiej pogodzie, prawda? Wczoraj spędziłam fantastyczne popołudnie na długim spacerze z psem, a tuż po dodaniu tego wpisu zbieram się na randkę :) Więcej zdjęć znajdziecie na moim instagramie.


Trzymajcie się!


Em

Książki napisane przez BLOGERÓW

on wtorek, 18 marca 2014
Nie wiem jak was, ale mnie niezmiernie cieszy każda kolejna wiadomość o książce napisanej i wydanej przez blogera. Sama "robię w książkach", uwielbiam czytać, no i lubię blogerów, więc z chęcią sięgam po takie pozycje. Przedstawię wam osiem blogerskich tytułów, które najbardziej do mnie trafiają. Część już mam, inne dopiero pojawią się na moim regale na parapecie służącym mi obecnie za biblioteczkę (tak, wciąż nie mam wszystkich mebli, choć od przeprowadzki minęło już prawie pół roku).

Spędzanie czasu w kuchni to nie jest i chyba nigdy nie będzie moja pasja. Uwielbiam za to pięknie wydane książki kucharskie i te właśnie takie są. Moje wypieki i desery Doroty Świątkowskiej (blog mojewypieki.com) mam już od kilku miesięcy i choć nie mając (jeszcze) miksera, nie mogę skorzystać z większości przepisów, już kilka razy zrobiłam pyszne pierniczki i wielokrotnie po prostu przeglądałam piękne zdjęcia słodkości. White Plate słodkie Elizy Mórawskiej (blog whiteplate.pl) również od dawna chciałam mieć, ale przez dłuższy czas nakład tej książki był wyczerpany i dopiero niedawno wróciła do sprzedaży. Będzie moja.



Kolejne pozycje to ponownie książki kulinarne. Widać ta tematyka jest idealna do przeniesienia jej na papier :) Kuchnia filmowa Pauliny Wnuk (blog frommovietothekitchen.pl) pokaże nam, jak zrobić potrawy, które znamy z filmów. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz trafiłam na blog Pauliny, nie mogłam uwierzyć, że nikt nie wpadł na to wcześniej. Ogromne gratulacje za pomysł! Zapach truskawek. Rodzinne opowieci Anny Włodarczyk (blog strawberriesfrompoland.blogspot.com) w sprzedaży będzie dopiero w kwietniu, ale już teraz wiem, że na pewno ją przeczytam. Na razie podoba mi się wszystko: pomysł na książkę, tytuł, okładka.

Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj Tomka Tomczyka (blogi kominek.es i kominek.in) to jedyny dobry poradnik dotyczący blogowania dostępny w Polsce. Kominek jest podobno postacią kontrowersyjną, ale w rzeczywistości to naprawdę fajny facet :) Książkę czyta się bardzo dobrze i jest to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy chcą, żeby ich blog stał się czymś więcej niż tylko hobby. Sporo porad można zresztą wykorzystać w sytuacjach całkowicie "pozablogowych". W znanym kominkowym rankingu wspomniana została niedawno autorka kolejnej książki, o której wspomnę, czyli Ania Kęska (blog aniamaluje.com) pisząca o tym, Jak stać się szczęśliwym człowiekiem. Z reguły nie czytam takich poradników, ale Anię miałam okazję jakiś czas temu poznać i wydaje się być osobą mocno stąpającą po ziemi, więc wierzę, że ta pozycja spełni moje oczekiwania. Już jestem szczęśliwym człowiekiem (tak!), ale może znajdę jakiś sposób, żeby czerpać z życia jeszcze więcej? Na razie czekam na pojawienie się papierowej wersji (Ania, do roboty!).

Na koniec zostawiłam dwie pozycje wyjątkowe. Zarówno Chustka Joanny Sałygi (blog chustka.blogspot.com), jak i Zorkownia Agnieszki Kalugi (blog zorkownia.blogspot.com) to - w przeciwieństwie do poprzednich opisanych książek - przedruki blogów. Teoretycznie można je więc przeczytać w internecie, ale wiadomo, na papierze jest jakoś inaczej. Tę pierwszą mam już od kilku miesięcy i czytam fragmentami, dawkuję ją sobie. Po Zorkownię też na pewno kiedyś sięgnę. Warto.

Książek napisanych przez blogerów jest oczywiście o wiele więcej (i to jest super!), co jakiś czas pojawiają się nowe. Które z nich już czytaliście?

Em 

P.S. Zapraszam do śledzenia mnie na instagramie, gdzie ostatnio zaczęłam być bardziej aktywna

Błyszczykowy ulubieniec, czyli NYX Mega Shine Lip Gloss

on czwartek, 13 marca 2014
Co roku wraz z nadejściem wiosny zaczynam mieć ochotę na jasnoróżowe usta. Tak było rok temu (KLIK), tak jest i teraz. Mam w swojej kolekcji kilka produktów w tym odcieniu, ale obecnie ulubieńcem jest kupiony w listopadzie NYX Mega Shine Lip Gloss w odcieniu 129 BEIGE.

Kolejny raz muszę o tym wspomnieć. Serio, kto wymyślił, żeby dać takiemu odcieniowi nazwę BEIGE? Przecież to się nie trzyma kupy. No ale dobra, nie to jest w końcu najważniejsze.

Błyszczyk kupiłam w salonie NYX w Blue City, jego cena regularna to 29,90 zł. Trochę dużo, ale powiem wam jedno - warto!

 Uwielbiam ten produkt. Najbardziej za to, jaki daje efekt. Jest kryjący, więc nawet na moich dość ciemnych ustach kolor jest dobrze widoczny. Nie zbiera się w załamaniach, nie podkreśla suchych skórek i sam też nie wysusza. Dodatkowo ma wygodny aplikator i pięknie pachnie - uwaga uwaga - wiśniową mambą. Poważnie :)

Tak naprawdę mam mu do zarzucenia tylko jedno - ślady. Zostawia ślady na wszystkim. Po jednym łyku kawy już mamy pięknie odbite usta na kubku. Mnie nie przeszkadza to zwykle aż tak bardzo, ale wiadomo, eleganckie to nie jest. Lepiej też unikać tego produktu, jeśli mamy zamiar się do kogoś przytulać :) To wszystko ma oczywiście wpływ na trwałość, która nie powala, więc co kilka godzin koniecznie trzeba zaaplikować nową warstwę. No chyba że ktoś nie ma w zwyczaju jeść ani pić.

Napiszę to jeszcze raz - uwielbiam efekt, jaki ten błyszczyk daje na ustach. I polecam mimo wszystko.

Przy okazji chciałabym was zaprosić do obserwowania mojego profilu na instagramie - to ostatnio moje ulubione miejsce w sieci, spędzam tam czas z prawdziwą przyjemnością. KLIK KLIK
Pozdrawiam was wiosennie :)

Em

Pomysł na śniadanie #3 - ciabatta z rukolą, szynką parmeńską i pomidorkami koktajlowymi

on poniedziałek, 10 marca 2014
Poniedziałek. Obudziłam się z koszmarnym bólem gardła i - jak się okazało chwilę później - częściowym brakiem głosu, więc postanowiłam zostać dziś w domu i tu trochę popracować. Ale to nieważne, nieważne, bo WRESZCIE CZUJĘ WIOSNĘ! Wystarczyło rozsunąć zasłony, żeby słońce zalało całe mieszkanie, w pamięci mam jeszcze wczorajszy mecz, na którym większość osób biegała już w koszulkach i krótkich spodenkach (ja nie, bo drapało mnie trochę w gardle, ale nie potrafiłam odpuścić i nie grać - co jak widać nie było najlepszą decyzją), no po prostu chce się żyć! Tak bardzo mi tego brakowało przez ostatnie miesiące, że teraz nie mogę przestać się uśmiechać :) Pewnie macie to samo, prawda?

Dziś kolejna śniadaniowa inspiracja - te kanapki przyśniły mi się (hahaha, poważnie!) kilka tygodni temu, więc zaraz następnego dnia pobiegłam po potrzebne składniki. Banalnie proste, zdrowe (czy na pewno? o tym kilka słów na końcu) i przede wszystkim prze-pysz-ne!


Świeża, chrupiąca ciabatta, masło, szynka parmeńska, rukola i pomidorki koktajlowe - wszystko idealnie do siebie pasuje. Jako totalna rukolomaniaczka nazwałabym zresztą to śniadanie "rukola z kanapkami" a nie na odwrót :)

Sami widzicie, rukola u mnie rządzi. To jeden z moich ulubionych produktów spożywczych, najchętniej dorzucałabym ją do wszystkiego. Same kanapki są naprawdę pyszne, idealne na taki wiosenny poranek :)

Przy jedzeniu czytam (choć to podobno niezdrowe) książkę o tym, jak się dobrze odżywiać. Ta pozycja ma szansę być pierwszą lekturą na ten temat, przez którą przebrnę! Zajadam się więc pyszną ciabattą i dowiaduję się, że do mąki pszennej najlepiej w ogóle się nie zbliżać. Kiwam głową i jem dalej, nie dajmy się zwariować :) Mnie, czyli osobie umiarkowanie pozytywnie nastawionej do takich zasad, książka mimo wszystko wydaje się ciekawa. Nie trzeba w końcu radykalnie zmieniać całej swojej diety, wystarczy wyciągnąć kilka wskazówek, pamiętać o nich robiąc zakupy i w ten sposób bezboleśnie odżywiać się choć trochę lepiej. Myślę, że poświęcę tej pozycji osobny wpis i dam wam znać, jakie rady postanowiłam wykorzystać.

Udanego wiosennego dnia! Jest pięknie!

Em

Nowości CATRICE wiosna/lato 2014 (moje typy + swatche)

on piątek, 7 marca 2014
Przedwczoraj pokazałam wam, na które produkty spośród nowości essence szczególnie zwrócę uwagę, więc dziś kolej na CATRICE. Jeśli jeszcze nie widzieliście listy kosmetyków, które niedługo pojawią się w szafach, możecie je zobaczyć TU. Wybrałam sześć szczególnie według mnie interesujących - tym razem zdecydowanie królują produkty do ust.


Made To Stay Smoothing Lip Polish
To według mnie najciekawsza nowość, która już zbiera niezłe opinie na blogach. Lakiery do ust dostępne są w sześciu odcieniach: 010 Rose-wood If She Could, 020 Jen & Berry's, 030 Strawberry's Secret, 040 Let's Red Loud!, 050 Megan Fuchsia i 060 Mission PINKpossible. Wszystkie wyglądają fajnie, ale najbardziej spodobała mi się dość naturalna wersja z truskawką w nazwie. Kliknij, żeby zobaczyć swatche. I jeszcze tu.


Ultimate Shine Lip Colour
Do bardzo fajnej serii lekkich, nawilżających szminek, o których już pisałam, dołączą trzy nowe odcienie: 260 Berry Delicious, 270 What's AP-ricot? i 280 Toffee To Go. Podoba mi się ten środkowy, to będzie już kolejne moje podejście do szminki w naturalnym, brzoskwiniowym kolorze. Kliknij, żeby zobaczyć swatche.


Ultimate Colour Lip Colour
W innej znanej i lubianej serii szminek - Ultimate Colour, o której też już pisałam - pojawi się pięć nowych odcieni: 300 Kiss Me If You Can, 310 Red My Lips, 320 Kiss Kiss Hibiscus, 330 The Lips Are On Fire i 340 Berry Bradshaw. Najbardziej podoba mi się bardzo wiosenny numer 320. Kliknij, żeby zobaczyć swatche.


Prime And Fine Anti-Red Base
Zielona baza korygująca zaczerwienienia - brzmi świetnie, niewiele jest takich produktów w drogerii. Niestety podobno zawiera drobinki, ale na szczęście - znów podobno - nie są aż tak widoczne. Kliknij, żeby zobaczyć swatche.


Sun Glow Shimmering Bronzing Powder
Patrzę na ten produkt i myślę: lato! Już planuję wakacje i myślę sobie, że taki puder idealnie będzie pasował do opalonej skóry. No dobra, przecież ja się nie opalam, a aktualne wakacyjne plany ograniczają zabieranie ze sobą jakichkolwiek zbędnych produktów. Ale i tak bardzo mi się podoba. Kliknij, żeby zobaczyć swatche.


Crushed Crystals Nail Polish
No i oczywiście brokatowe lakiery. Nie da się obok nich przejść obojętnie. I choć nie przepadam za lakierami CATRICE z normalnej serii, te chętnie przetestuję. Z sześciu odcieni: 01 Royal REDing, 02 PLUMdogMillionaire, 03 Shooting Star, 04 Oyster & Champagne, 05 Stardust i 06 Call Me Princess podobają mi się 04 i 05. Kliknij, żeby zobaczyć swatche. A tu najładniejszy odcień.

To oczywiście nie wszystkie nowości. Wybrałam te, które najbardziej mnie zainteresowały i którym na pewno przyjrzę się bliżej. Ostatnio przeszłam na kosmetyczny odwyk i w 2014 nie kupiłam jeszcze nic z kolorówki (sic!), więc pewnie wkrótce się to zmieni :)

Pamiętajcie, żeby zobaczyć też wpis o nowościach essence.

Em

Nowości essence wiosna/lato 2014 (moje typy + swatche)

on środa, 5 marca 2014
Mam dla was dobrą wiadomość - nowości essence na wiosnę i lato 2014 już powoli pojawiają się w szafach. Jeśli jeszcze nie widzieliście listy nowych produktów, wszystkie są ładnie przedstawione na stronie essence, o TU. Przyjrzałam się im bardzo dokładnie, przeszukałam zagraniczne blogi w poszukiwani swatchy i wybrałam dziesięć kosmetyków, które według mnie są najbardziej godne uwagi.

big bright eyes jumbo pencil

Grube kredki do oczu w neutralnych odcieniach, dostępne w trzech wersjach: 01 highlight it... nude, 02 highlight it... pearly i 03 highlight it... funky. Jestem zainteresowana dwoma pierwszymi odcieniami. Kliknij, żeby zobaczyć swatche.


colour flash volume mascara
Kolorowe tusze do rzęs dostępne są w pięciu odcieniach: 01 miss early-greenbirdy, 02 miss sue blue, 03 miss mary berry, 04 miss louise tourquoise i 05 miss lila deleila. Pamiętam, że miałam taki tusz jako nastolatka :) Teraz mam wizję wiosennego makijażu z czymś kolorowym na dolnych rzęsach. Kliknij, żeby zobaczyć swatche. I jeszcze raz tu.


gel eye pencil waterproof
Wodoodporne żelowe kredki do oczu dostępne w sześciu odcieniach: 01 black blaze, 02 around midnight, 03 urban jungle, 04 blue lagoon, 05 gunmetal i 06 cocoa bean. Jestem ich ogromnie ciekawa i tak naprawdę to mam ochotę wypróbować wszystkie. Kliknij, żeby zobaczyć swatche.


long lasting eye pencil
Do serii moich ulubionych kredek dołączyły dwa nowe odcienie: 18 berry merry i  19 hot scorch. Oczywiście chcę oba, ll-ki to według mnie jeden z najlepszych produktów essence wszech czasów. Kliknij, żeby zobaczyć swatche.


blush up! powder blush
Prawdziwa gratka dla różomaniaczek. Z dwóch dostępnych odcieni: 10 heat wave i 20 pinky flow zdecyduję się tylko na ten drugi, ale wyłącznie z jednego powodu: pomarańczowo-koralowa wersja to nowa odsłona różu z edycji limitowanej miami roller girl, który mam i uwielbiam! Kliknij, żeby zobaczyć swatche. I jeszcze tu.


essence coverstick
O tym korektorze słyszałam wiele dobrego i od dawna planowałam go kupić, ale nie byłam przekonana do odcieni. Mam nadzieję, że nowy 06 matt ivory będzie w końcu wystarczająco jasny. Kliknij, żeby zobaczyć swatche. A tu produkt w pełnej krasie.


xxxl longlasting lipgloss mirror shine effect
Ta seria weszła na miejsce ulubionych przez wielu błyszczyków stay with me i podobno ma z nimi wiele wspólnego. Z czterech odcieni: 01 baby doll's favourite, 02 coral delight, 03 very berry i 04 i love pink najbardziej spodobał mi się koralowy i jasnoróżowy. Kliknij, żeby zobaczyć swatche.


effect nail polish glitter jewels
To co tygryski lubią najbardziej - brokat, dużo brokatu! 03 glitz & glam 10 glitterbomb są ładne, ale moje serce skradły 06 party in a bottle, 11 party crasher i 101 jewels in the pool (trzy z prawej). Kliknij, żeby zobaczyć swatche.


nail art special effect topper feather effect
Essence wypuściło też dwa toppery typu feather effect i mam ochotę na przynajmniej jeden: 19 bird of paradise lub 20 the bees and the birdsKliknij, żeby zobaczyć swatche.

quick & easy sponge nail polig remover
Wiele lat temu używałam tylko zmywaczy do paznokci w gąbce, więc ucieszyłam się, że i essence postanowiło umieścić taki produkt w swojej ofercie.

Jak wam się podobają nowości? Macie już swoje typy? Czego będziecie szukać w pierwszej kolejności? Udanych zakupów! :)

Zapraszam was także do poprzedniego wpisu, czyli fotograficznego podsumowania lutego.

Em

Luty 2014 w zdjęciach

on piątek, 28 lutego 2014
Cały czas uczę się pamiętać, żeby robić zdjęcia. Myślę, że za jakiś czas wejdzie mi to w nawyk, ale teraz opuszczam całe mnóstwo okazji do cyknięcia dobrej fotki. Potem przychodzi koniec miesiąca, przeglądam swój telefon i okazuje się, że prawie nie ma z czego wybierać. Obiecuję sobie, że w marcu będzie lepiej, ale czy mi się uda, zobaczymy :)

Luty był kolejnym udanym miesiącem tego roku, ale przede wszystkim był najspokojniejszym miesiącem od miesięcy (oklaski dla potrójnego powtórzenia w jednym zdaniu). Miałam możliwość trochę popracować w domu i początkowa radość z zaoszczędzenia dwóch godzin dziennie, przeznaczanych zwykle na dojazdy, szybko opadła. Praca w domu jest super, jeśli mamy silną wolę i jesteśmy świetnie zorganizowani, w innym wypadku zajmuje czas aż do późnej nocy. 
(1) Żeby umilić sobie domowe "biuro" kupiłam pierwszą w życiu własną myszkę (sic!). Czy ktoś może mi powiedzieć, czemu przez tyle lat się na to nie zdecydowałam?...
(2) Mogąc wreszcie dysponować dowolnie swoim dniem, w końcu znalazłam czas, żeby przewieźć do mieszkania swoją komodę (zdecydowanie się na ten krok zajęło mi 5 miesięcy...). Zmieściłam tam prawie wszystkie swoje ubrania i teraz leżą w idealnym porządku. Ciekawe jak długo. Jak widać regału na książki wciąż brak.
(3) Siedzenie cały dzień w piżamie podobno zmniejsza produktywność. Hm, może coś w tym jest... ale nie sprawdzałam, kocham moje piżamy :)
(4) Po ciężkim dniu siedzenia w domu trzeba się oczywiście zrelaksować.

Żeby nie zasiedzieć się na śmierć, starałam się wychodzić z domu przynajmniej co trzeci dzień. No dobra, żartuję, chodziłam przecież na zakupy. To znaczy jeździłam. Samochodem. A tak poważnie...
(1) Wciąż nie mija mi zapał do grania w piłkę nożną, więc co weekend sięgam po korki i biegnę na boisko (no dobra, jadę samochodem...). Niestety w tę niedzielę będę w Warszawie, więc moja drużyna będzie musiała poradzić sobie bez najlepszego zawodnika (ha-ha).
(2) Jak nie gram w piłkę, to idę na basen. Znaczy jadę samochodem. Mieszkam tak daleko od centrum, że najbliższy basen mam w Skawinie (dla niezorientowanych - Skawina to miasto pod Krakowem).
(3,4) A jak jest ładna pogoda, to jadę do lasu i szukam zwierząt. Las jest super, w tygodniu nie ma tam żywej duszy i nawet można się zgubić. Niestety zwierzęta też gdzieś się zgubiły, a już myślałam, że naprawdę zza drzewa wyskoczy niedźwiedź.

W wolnym czasie...
(1) Uczę się robić na drutach podczas prywatnych lekcji u mojej Babci :)
(2) Czytam. Tę cześć sagi Lackberg pochłonęłam w dwa dni. Polecam!
(3) Gram ze znajomymi w planszówki - w tym miesiącu królowała Kolejka.
(4) Uczę się wypiekać chleb. Żartuję, to jest gotowa bagietka z Lidla, którą wkłada się do piekarnika. Wrzuciłam tu, bo nie zmieściła się razem z resztą jedzenia.

Skoro o jedzeniu mowa, to oczywiście musiało się tu znaleźć, wiadomo. Podobno każdy prawdziwy bloger musi cykać takie fotki.
(1,2) Znalazłam w Warszawie fajne miejsce - Aroma Espresso Bar na Nowym Świecie. Jest pysznie, przytulnie i blisko uczelni. Tylko drogo.
(3,4) Wariacje obiadowe. Odkryciem tego miesiąca jest marchewka z groszkiem - nie jadłam jej całe wieki! I ten płaski makaron. Pycha.

I na koniec kilka zdjęć z kategorii "różne".
(1) Taką trawiastą wykładzinę znalazłam na szpitalnym korytarzu. Wygląda świetnie i gdybym kiedyś kupowała wykładzinę, to chcę właśnie taką.
(2) Róże!!! Były piękne :)
(3,4) Lakiery essie wciąż królują. Lilacism na pewno będzie stałym gościem na moich paznokciach przez całą wiosnę.

Podoba mi się wrzucanie takich migawek z minionego miesiąca. Jeszcze raz obiecuję sobie, że postaram się uwieczniać na zdjęciach więcej fajnych rzeczy. Powinno pójść łatwiej, bo marzec na pewno nie minie mi tak spokojnie jak luty. Pozdrawiam z Warszawy!

Em
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...