poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Moja świąteczna tradycja, czyli odpust Emaus w Poniedziałek wielkanocny

Lubię wiedzieć, że niektóre rzeczy się nie zmieniają. Część z nich to małe tradycje, które są dla mnie niemalże świętością. Tak jest z Poniedziałkiem wielkanocnym, kiedy w Krakowie odbywa się Emaus. Co roku spotykam się wtedy z koleżanką, żeby pooglądać odpustowe kramy. I nie chodzi tu wcale o to, żeby cokolwiek kupić. Co prawda kiedy byłyśmy młodsze, a nasza tolerancja kiczu trochę większa, często zdarzało nam się coś przynieść do domu. Teraz najważniejsze jest po prostu to, że możemy się wreszcie spotkać i spędzić ten dzień dokładnie tak jak dwa, pięć i dziesięć lat temu. 

Chodzimy więc między straganami i co chwilę znajdujemy coś, co powoduje u nas kolejny wybuch śmiechu. Niektóre zabawki są po prostu szczytem tandety i nie da się przejść obok nich obojętnie :) Co ciekawe, wiele ze sprzedawanych obecnie rzeczy można było kupić także kiedy sama byłam dzieckiem - kojarzycie chodzące pieski, pływające żaby, pistolety na kulki, skaczące pająki z pompką i tamagotchi? To wszystko wciąż jest dostępne, tylko ceny się zmieniły :) Są też oczywiście cukierki w stożkowych opakowaniach i bezowe misie. No i najważniejsze - dmuchane balony! Kiedy byłam mała zawsze kupowałam jednego i puszczałam go na długiej nitce daleko w niebo. Wspomnienia... :)













Poważnie boję się, że ta lalka będzie mi się śnić w nocy. Jest przerażająca i dzięki tajemniczemu mechanizmowi sama się huśta. Brr!

Jeśli gdzieś blisko was będzie odbywał się odpust, poświęćcie chwilę na obejrzenie zawartości kramów. Poprawa humoru gwarantowana! :)

Ciekawi mnie, czy wy też macie jakieś swoje małe tradycje?

Em

15 komentarzy

  1. Widziałam relację w tv i przez chwilę pożałowałam, że nie mieszkam w Krakowie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, widzę kolorowe sprężyny na ostatnim zdjęciu :) Miałam taką i z nią szalałam... Potem za mocną ją rozciągnęłam i już nie wyglądała tak ładnie... Co ja się napłakałam, że ją popsułam. Nie wiem, czy teraz dzieci potrafią się bawić takimi PROSTYMI zabawkami. Mi to dawało mnóstwo frajdy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja lubię odpustowe słodycze :D a te szczekające pieski są dosłownie wszędzie..sprzedawali je nawet w Portugalii :D Wszędzie tak samo koszmarne i tandetne ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. czy ja tam widze żelki malinki?!

    OdpowiedzUsuń
  5. O matko, a mnie z kolei odpusty strasznie przygnębiają :P Nie wiem czemu, być może dlatego, że te rzeczy są tak tandetne, że aż straszne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpusty to jest to. Lata nie byłam ale pamiętam z dzieciństwa z pobytów u rodziny na wsi:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha faktycznie ta lalka jest wyjątkowo niepokojąca :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam chodzącego pieska i tamagotchi, do którego wstawałam w nocy. Pamiętam, ze płakałam, jak mój elektroniczny żółw zmarł po 40 dniach;P

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak byłam mała to co roku rodzice zabierali mnie i siostrę na Emaus, szalenie miło to wspominam :) Teraz już nie chodzimy, ale kiedy tylko pogoda na to pozwala, spędzamy wielkanocne dni w ogrodzie, siedząc w altanie, jedząc i rozmawiając :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lalka serio przeraża OO

    Bella, ja również szalałam za sprężynami! ;D
    Te kolorowe rożki mnie zaintrygowały. Oj ciicho.

    OdpowiedzUsuń
  11. Szczerze mówiąc, to zakręciła mi się łezka w oku widząc te zdjęcia. Jest w nich coś wzruszającego, pamiętam, jak jeździłam na wieś w dzieciństwie, to zdobycz odpustu była niemal jak relikwia ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Bardzo chętnie je czytam i odpowiadam na każde pytanie! Proszę, nie spamuj jednak - nie zapraszaj do siebie i nie podawaj linka do swojego bloga. Znajdę go w Twoim profilu! Dziękuję.