środa, 21 maja 2014

Buble do oczu od essence

Nie jest tajemnicą, że essence to jedna z moich ulubionych marek kosmetycznych. Cenię ją za to, że za niskie pieniądze można tam znaleźć prawdziwe makijażowe perełki. Niestety, jak w każdej firmie, trafiają się i buble. Mam w swojej toaletce kilka takich produktów, które nie spełniły moich oczekiwań i teraz leżą prawie nieużywane.


Jednym z plusów prowadzenia bloga jest to, że czasem dostaję do przetestowania nowości i dzięki temu mogę wam powiedzieć, że dany produkt jest niewarty zakupu, nie wyrzucając przy tym pieniędzy w błoto. I chronić was przed tym samym :)



Pierwszą serią produktów, którą chciałabym wam odradzić, są cienie 3d, które weszły do sprzedaży wiosną 2013. Dostałam wtedy wersję fioletową, o której początkowo wypowiadałam się umiarkowanie pozytywnie zaznaczając jednak, że cienie nie są warte swojej ceny. Rok później do kolekcji dołączył kolejny zestaw, tym razem w odcieniach brzoskwini i brązu. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest tragiczny produkt, którego nie da się używać i trzeba od razu wyrzucić go do kosza. Cienie są średnio napigmentowane, ciemniejsze odcienie są dodatkowo grubo zmielone i trochę się osypują, ale mimo wszystko da się nimi uzyskać na oku ładny efekt. Gdybym nie miała w swojej kolekcji dziesiątek innych cieni, pewnie nawet bym po nie sięgała, ale tak to leżą w kącie i się kurzą. Uważam, że za 11,99 zł można kupić lepszy produkt, dlatego nie polecam tej serii.


Od jakiegoś czasu uwielbiam cienie w kremie i używam ich w makijażu prawie codziennie. Moje ulubione to właśnie te essence, ale niestety z niedostępnych już edycji limitowanych. Ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam, że podobna seria zostanie wprowadzona do stałej oferty. Niestety szybko okazało się, że cienie są z zupełnie innej bajki niż moi ulubieńcy. Produkty z serii eye sorbet mają słabą pigmentację i zostawiają na powiece jedynie lekką poświatę koloru z drobinkami. Myślę, że w takim wypadku do tych 11,99 zł lepiej dołożyć drugie tyle i zdecydować się na przykład na bardzo chwalone cienie Maybelline Color Tatoo.

Ostatnim produktem jest kredka do oczu I love smokey, która początkowo mi się spodobała - jest dość miękka, łatwo się rozprowadza i zostawia na skórze ładną, czarną kreskę. Niestety przy pierwszej probie roztarcia okazało się, że kredka bardzo szybko znika. Mam wrażenie, że w ogóle nie zastyga na powiece, przez co robi się po prostu szara, wyblakła. Zamiast wydawać 8,99 zł na ten produkt, lepiej przyjrzeć się dwóm innym (świetnym!) seriom kredek essence - jumbo STAYS no matter what i wysuwanym long lasting.

Wciąż uważam, że warto śledzić asortyment essence i wypróbowywać ich bestsellery, więc absolutnie nie chcę was do tego zrazić. Po prostu czytajcie blogi i starajcie się omijać buble!

Em

38 komentarzy

  1. Szkoda wielka, że takie niewypały z nich! Każdy z pokazanych kosmetyków był na mojej liście:/ A co do kredki czarnej - próbowałaś jej używać jako bazy pod cienie? Może dała by radę nałożona grubo i roztarta tylko po obwodzie? Hmmm...

    OdpowiedzUsuń
  2. @patrycja sprada, nie używałam jej w ten sposób, może by się sprawdziła - mam jednak inne ciemne grube kredki i cienie w kremie, które stosują jako bazę pod mocniejsze makijaże, dlatego ta leży taka zapomniana.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślałam o tych cieniach w kremie, ale chyba sobie teraz daruję.

    OdpowiedzUsuń
  4. @BlogBy Izis, nie warto, lepiej przyjrzeć się tym Maybelline :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja na szczęście 'wyrosłam' z kosmetyków Essence. Kiedyś kusił mnie praktycznie każdy ich produkt i kupowałam je w ciemno. Dzisiaj jedynie po przeszukiwaniach w internecie decyduję się na zakup :)

    OdpowiedzUsuń
  6. @Aparatka, zdrowe podejście :) Ja już bardzo rzadko decyduję się na zakup kosmetyku bez wcześniejszego przeszukania internetu, dzięki czemu oszczędzam sobie wielu rozczarowań.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja bardzo rzadko sięgam po Essence, ale dobrze wiedzieć czego unikać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Również staram się już nie kupować kolorówki bez sprawdzenia opinii na internecie:) Dobrze że piszesz o bublach, oszczędzi to rozczarowań wielu z nas :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie, że post związany z essence. Brakowało mi tego :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też lubię Essence, - i głównie z Twojego bloga dowiaduję się o wszelkich nowościach itp :) mam też jeden bubel w kolekcji, który wg mnie nie nadaje się do niczego. Również w najbliższym czasie planuje taki post :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze, że żadnego z tych kosmetyków nie kupiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Miałam jeden cień w kremie z limitki Circus Circus i spisywał się rewelacyjnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. @Patluk, wiem wiem, to już nie to, co na początku bloga, ale też nie da się ukryć, że moja essencomania trochę się uspokoiła :)

    OdpowiedzUsuń
  14. @Pretty mix, zdradzisz, co to za produkt?

    OdpowiedzUsuń
  15. @malenka, cienie z circus circus były bardzo dobre, niestety przez plastikowe opakowanie dość szybko wyschły - przy szklanych tak się nie dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  16. Na szczęście nie mam żadnego z tych produktów. A jeśli chodzi o essence to chyba nie trafił mi się jeszcze jakiś większy bubel (co najwyżej nie odpowiadał mojemu gustowi ;)).

    OdpowiedzUsuń
  17. polecasz jakiś tusz do rzęs z essence? :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Myślałam że te cenie beda lepsze ;/

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedys mialam cisnienie na Essence ze wzgledu na niskie ceny i limitowanki, a teraz chyba nawet nie mam ani jednego kosmetyku od nich...

    OdpowiedzUsuń
  20. @Raspberry andhair, tak! Moi dwaj ulubieńcy wszech czasów to I love extreme volume i multi action, a od niedawna szaleję na punkcie kolorowych colour flash :)

    OdpowiedzUsuń
  21. A te cienie mają takie ładne kolory, szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  22. ja osobiście najbardziej tęsknię za limitowaną serią Vampire's Love. Wspaniały dobór kolorów jak dla mnie (ciemne przede wszystkim! Nienawidzę jasnych kolorów, w szczególności pasteli) i produkty dobrej jakości - kupiłam prawie wszystko. Nie miałam z tej serii tylko dwóch lakierów, pudru do rzęs i jednego lipstaina.

    Obecnie stoję przed szafą essence i nie kupuję absolutnie nic. Po prostu nic mnie nie zachęca.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Lair of Spades, to rzeczywiście była bardzo udana seria, zwłaszcza lipstainy dobrze wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo lubię kosmetyki essence, dobrze wiedzieć czego nie warto kupować :3

    OdpowiedzUsuń
  25. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  26. To kredka do oczu essence sun club, 100% splash - proof w kolorze 01 ultra black. Ciężko jest ją zatemperować, a jeśli jakimś cudem się uda to narysowanie nią jakiejkolwiek kreski jest niemożliwe

    OdpowiedzUsuń
  27. O widzisz, a mi się bardzo podobał efekt sorbetów. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. @Pretty mix, miałam kiedyś trzy kredki Sun Club i szybko się ich pozbyłam, tu wpis na ich temat: http://www.lusterko.net/2011/09/nie-polecam-swatches-wycofywany-produkt.html

    OdpowiedzUsuń
  29. @Coruja, no widzisz, mnie efekt nie zadowolił, dużo zależy od oczekiwań :)

    OdpowiedzUsuń
  30. ooo, szkoda, że wtedy Cię nie znałam :) ja swoją kupiłam z rok temu i z tego co pamiętam była na półce ze stałą kolekcją.. muszę zwrócić uwagę przy okazji, czy jeszcze ona jest dostępna w sprzedaży

    OdpowiedzUsuń
  31. Kredek nie znam, ale macałam sobie testery cieni w szafie Essence i swatche mi się bardzo nie podobały - słaba pigmentacja do tego stopnia, że nie chciało mi się sprawdzać trwałości czy stopniowania efektu.

    OdpowiedzUsuń
  32. @katarzyna.marika, nawet nie wiedziałam, że są testery do tych cieni - plus dla essence, więcej osób uniknie zakupu bubla :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja mam chyba tylko wysuszacz i lakier do paznokci z essence :) I to wsio, jakoś nie zachwycila mnie ta marka na tyle, aby za nią szaleć ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Ja też miałam jeden z tych cieni 3D srebrno-różowy. I masz rację, jest bardzo słaby, a wygląda na dość fajny. Nie odradzam stanowczo, ale też nie zachęcam. Sorbety też słabiutkie a wyglądały na mega fajne... :( Mimo to niektóre produkty essence są mega i zasługują na pochwałę, jedna tak jak wspomniałaś nie wszystkie..

    OdpowiedzUsuń
  35. A tak się zastanawiałam nad tymi sorbetami. Kurcze, szkoda ;(

    OdpowiedzUsuń
  36. Essence jest 1 z moich ulubionych firm, bardzo dobrze, że ostrzegasz przed ich bublami, nie chciałabym wyrzucić pieniędzy w błoto. A co do kredek long lasting to zdecydowanie mój faworyt jeśli mówimy o szybkim i subtelnym podkreśleniu oka :)

    OdpowiedzUsuń
  37. @Agnieszka Adamek, uwielbiam te kredki, mam ich cały zestaw :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Wydawało mi się, że kremowe sorbety zbierały sporo pochwał, aczkolwiek mnie zawsze wydawały się zbyt błyszczące i delikatne ;) szkoda też że kredka jest słaba, bo tusz z tej serii jest moim ulubionym i myślałam, że i reszta jest na podobnym poziomie...

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Bardzo chętnie je czytam i odpowiadam na każde pytanie! Proszę, nie spamuj jednak - nie zapraszaj do siebie i nie podawaj linka do swojego bloga. Znajdę go w Twoim profilu! Dziękuję.