sobota, 11 października 2014

NOWOŚĆ ESSENCE soo glow! cream to powder highlighter - pierwsze wrażenia


Lecimy dalej z nowościami :) Dziś kilka słów o produkcie, który przykuł moją uwagę, kiedy tylko pierwszy raz zobaczyłam zapowiedzi. Bardzo lubię efekt rozświetlonej skóry, więc w swojej kolekcji mam sporo różnego rodzaju rozświetlaczy, jednak większość z nich ma formę prasowanego pudru - taki produkt ma w swojej ofercie prawie każda marka. Z kolei rozświetlacze w płynie czy w kremie wciąż pojawiają się stosunkowo rzadko, a jeszcze do niedawna nie było ich na rynku prawie w ogóle. Wystarczy przypomnieć sobie, jak trudno było dostać produkt z edycji limitowanej essence crystalliced, który znikał z półek na dobre w ciągu kilku godzin od wystawienia do sprzedaży. Mając to w pamięci, trochę dziwi mnie, że marka czekała z wprowadzeniem do oferty tego typu produktu prawie trzy lata. Ale w końcu jest i już nie trzeba będzie na niego polować :)


Produkt jest dostępny w dwóch odcieniach: 10 look on the bright side (bardziej żółty) i 20 bright up your life (bardziej różowy - to mój), ale myślę, że po roztarciu na skórze cienkiej warstwy będą się one od siebie różnić tylko minimalnie. Cena jak najbardziej ok - 11,99 zł.

Skład: ETHYLHEXYL PALMITATE, ISOSTEARYL ISOSTEARATE, OZOKERITE, ALUMINUM STARCH OCTENYLSUCCINATE, MICA, ISOPROPYL PALMITATE, SYNTHETIC FLUORPHLOGOPITE, METHYL METHACRYLATE CROSSPOLYMER, LANOLIN, GLYCERYL CAPRYLATE, BHT, SILICA, TIN OXIDE, CI 75470 (CARMINE), CI 77491(IRON OXIDES), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE).


Szczerze mówiąc, wolałabym jednak, żeby produkt ten był płynny i zamknięty w opakowaniu z pompką. Niestety w obecnej formie prawdopodobnie o wiele szybciej wyschnie i nie będzie się już nadawał do użytku. Samo opakowanie jest w porządku, typowe dla essence, ale nic szczególnego. Tego typu rozświetlacz najlepiej nakładać po prostu palcami.


Odcień lekko wpada w róż, ale po roztarciu na kościach policzkowych jest to ledwo widoczne. Efekt końcowy podoba mi się bardzo, a nawet bardzo bardzo! Producent podkreśla, że produkt po nałożeniu zmienia swój efekt na pudrowy, jednak nie jest to do końca prawda, bo na skórze zostaje pięknie odbijająca światło tafla, zdecydowanie bardziej widoczna niż w przypadku tradycyjnych pudrów w kamieniu. Plusem jest to, że nie warzy się na pudrze, którym utrwalam podkład. Minus to z kolei drobinki, które jednak się tu znajdują - mnie one nie przeszkadzają, ale wiem, że sporo osób szuka zupełnie bezdrobinkowych rozświetlaczy. Tak czy inaczej, dla mnie efekt jest świetny i pewnie przez jakiś czas będę po niego sięgać codziennie rano.

Pozostałe wpisy na temat nowości:


Zapraszam do śledzenia mnie w mediach społecznościowych: facebook | instagram | bloglovin

Produkt znalazł się w paczce z nowościami, które dostałam do pokazania na blogu.

26 komentarzy

  1. Jednak nie skuszę się na kremowy rozświetlacz.

    OdpowiedzUsuń
  2. O ten produkt mi się podoba i możliwe, że kupię :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie używam tego typu wynalazków bo na białym fartuchu zostawiają ślady jak sie niechcący dotknie twarzy np rękawem ;) on chyba ze sie dobrze trzyma twarzy to na imprezy byłby idealny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczny, choć nie wiem czy używałabym kremowego rozświetlacza.... ale za taką cenę można spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Do kremowych rozświetlaczy jakoś się przekonać nie mogę, ale odcień ma ładny :).

    OdpowiedzUsuń
  6. nigdy nie miałam rozświetlacza, nie wiem czy podobał by mi się efekt rozświetlenia na mojej twarzy :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Śliczny, kocham rozświetlacze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny pomysł na formułę i bardzo przyjemny odcień! Cieszę się, że tańsze marki sięgają po takie ciekawe rozwiązania :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaciekawiłaś mnie tym produktem, może się skuszę w przyszłości na niego:)
    Bardzo podobają mi się takie posty - rób takie częściej! ;)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Jeszcze kilka ich będzie, bo chcę zrobić całą serię wpisów z nowościami essence/CATRICE, które mam.

      Usuń
  10. Zaintrygowałaś mnie, chyba odwiedzę Naturę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Całkiem ładny, ale kolor by mi nie pasował.

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię rozświetlacze pudrowe, ale kremowego jeszcze nie miałam, więc może się skuszę... Chociaż w sumie to staram się nie dublować tego typu produktów w swojej kosmetyczce, a zanim zużyję mój obecny (Catrice z limitki Celtica) minie jeszcze duuużo czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nawet się nie przyznaję, ile ja mam rozświetlaczy :))

      Usuń
    2. Mnie to nawet wstyd się przyznawać :-(
      Na szczęście to jedyny kosmetyk w takiej ilości w mojej kosmetyczce. Jakieś zboczenie :-))
      A gęba stara, pryszczata i rozświetlacze niewskazane -)

      Lidka

      Usuń
  13. Faktycznie efekt jest bardzo ładny chociaż nie wiem czy przekonałabym się do kremowym konsystencji.

    OdpowiedzUsuń
  14. Na szczęście mnie nie kusi :) Odkąd znalazłam swojego rozświetlaczowego ulubieńca (Mary-Lou Manizer), to już nie poszukuję nowości :) Długoterminowa ulga dla portfela :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka razy macałam MLM, ale za każdym razem powstrzymywałam się od zakupu, choć jest rzeczywiście piękny :)

      Usuń
    2. Oj tak. Maryśka to jeden z moich ukochanych o ile nie "najukochańszy" :-)

      Nawet s&gentle mac daleko w tyle.
      Chociaż przyznać musze, że równie piękny efekt dają cienie inglot, essence lub paese. Jak gotówki brak to wystarczy 10-15 złotych i taki sam efekt osiągnie się cieniem do powiek :-))

      Lidka

      Usuń
    3. Pomysł z używaniem cienia do powiek zamiast rozświetlacza jest świetny, sama stosuję na wyjazdach :)

      Usuń
  15. To jest jakiś spisek. Essence w nowościach supr rozświetlacz, inglot w nowościach rozświetlacz, kobo rozświetlacz. A w domu dużo powyżej 30 rozświetlaczy.
    Jak żyć?
    :-))

    Lidka

    OdpowiedzUsuń
  16. Gdybym nie miała Mary Lou i nie była na odwyku zakupowym pewnie bym pobiegła po niego. Będąc w Naturze pewnie sobie go obczaję.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedyś na pewno się przekonam do rozświetlaczy, ale w wersji prasowanego pudru :) Połączenie drobinek i konsystencji, z którą z moimi zdolnościami mogłabym sobie zrobić krzywdę... Zły pomysł :D Chociaż uroku na skórze odmówić mu nie można, pozostaje mi życzyć przyjemnego używania :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Bardzo chętnie je czytam i odpowiadam na każde pytanie! Proszę, nie spamuj jednak - nie zapraszaj do siebie i nie podawaj linka do swojego bloga. Znajdę go w Twoim profilu! Dziękuję.