sobota, 21 lutego 2015

"Minimalizm po polsku" i moje pierwsze kroki w kierunku minimalizmu

Jeszcze całkiem niedawno idea minimalizmu była mi zupełnie obca. Jak można chcieć mieć mniej, skoro można mieć więcej? Czerpałam przyjemność z posiadania dużej liczby rzeczy, a także z możliwości pójścia na zakupy tak po prostu, bo akurat miałam ochotę coś sobie kupić. Czy taka postawa była niewłaściwa? Nie, na pewno nie. Dopóki sprawiało mi to radość, wszystko było w porządku.

Nie potrafię określić, w którym momencie zorientowałam się, że chodzenie po sklepach przestało mi się podobać. Chyba mniej więcej rok temu okazało się, że wcale nie cieszę się na myśl, że muszę kupić coś nowego do ubrania, bo zwyczajnie nie odczuwam już przyjemności z wizyty w galerii handlowej. Wciąż od czasu do czasu robiłam takie wypady, ale kupowałam już coraz mniej i szybko wracałam do domu.

Coraz rzadziej zaglądałam też do drogerii. Oczywiście nie przestałam nagle zupełnie kupować kosmetyków, choć pewnie mogłabym, biorąc pod uwagę moje pielęgnacyjne zapasy i kolorówkową kolekcję. Sporo rzeczy jednak rozdałam (ale mimo to nawet nie będę udawać, że blisko mi już do kosmetycznego minimalizmu!). Mam to szczęście, że ze względu na bloga, czasem dostaję od firm kosmetycznych różne nowości, dzięki czemu mogę je przetestować (co wciąż sprawia mi dużo radości) i - jeśli okażą się przeciętne - po prostu puścić dalej w świat (koleżanki są zachwycone :)).

Więcej o samej idei minimalizmu dowiedziałam się dopiero od Agnieszki z kanału nissiax83, która nagrała na ten temat kilka filmików, a w jednym z nich poleciła książkę Minimalizm po polsku. Potem spotkałam się jeszcze z wieloma dobrymi opiniami na temat tej pozycji, a na końcu dostałam ją w walentynkowym prezencie i od razu zabrałam się do czytania.


Książka jest krótka i spokojnie można ją przeczytać w jeden dzień. Ja rozłożyłam sobie lekturę na kilka wieczorów, bo chciałam zostawić sobie miejsce na przeanalizowanie co ciekawszych fragmentów. Myślę, że jest to idealna książka dla początkujących. Dla tych, którzy nie są w stu procentach zadowoleni ze swojego życia, ale nie do końca wiedzą, czego w nim brakuje. Jest szansa, że tym brakującym elementem będzie właśnie prostota.
Pytanie na początek: Czy minimalizm może być dla mnie użyteczny? Jeśli czujesz się przytłoczony, zaganiany, zagubiony - tak. Jeśli marzysz o spokoju - tak. Jeżeli masz wrażenie, że spełnione są wszystkie warunki, abyś był szczęśliwy, a jednak nie jesteś - tak. Minimalizm to wielkie porządki i poszukiwanie prostoty - na początku w przestrzeni materialnej, także w sferze ciała, potem w umyśle, wreszcie w relacjach z innymi ludźmi.
Przyznam, że nie znoszę typowo psychologicznych poradników. Czytając je, mam wrażenie, że jestem zarzucana banałami w otoczce ładnych słów. Chyba nigdy nie przeczytałam w całości żadnej tego typu książki. Ale tu jest inaczej - Anna Mularczyk-Meyer sprawia wrażenie osoby twardo stąpającej po ziemi i choć jej słowa siłą rzeczy czasem brzmią banalnie, to jednak w łatwy sposób prezentują zarówno samą ideę minimalizmu, jak i różne sposoby wdrożenia go w życie. Niczego nie narzuca, nie twierdzi, że mniej zawsze znaczy lepiej i że jest to droga odpowiednia dla każdego. Ja również jestem przekonana, że wiele osób dobrze się czuje, żyjąc całkowicie wbrew minimalizmowi, i wcale nie uważam, żeby był to gorszy sposób na szczęście.
Na każdym kroku namawia się nas, byśmy pracowali i zarabiali coraz więcej. Mało kto znajduje czas i siły, żeby się zastanowić, czy właśnie tego chce i potrzebuje. Porwani wartkim nurtem, czasem zbyt późno się orientujemy, że kawał życia poświęciliśmy gromadzeniu dóbr, a nigdy nie zadaliśmy sobie pytania, czego pragniemy, kim jesteśmy i co nas cieszy. (…) Dajemy nieść się falom, starając się, by życie nasze i naszych bliskich było jak najlepsze. Aż do dnia, gdy dociera do nas, że wcale takie nie jest. Coś lub ktoś zmusza nas do zatrzymania się. Coś wytrąca nas z ustalonego rytmu. Czasem jest to nadmiar stresu, czasem choroba albo przymusowa dłuższa przerwa w pracy. A czasem wystarczy ciężki dzień i większe niż zwykle zmęczenie.
2014 był dla mnie właśnie takim rokiem, kiedy w pewnym momencie musiałam się zatrzymać i głęboko zastanowić nad tym, co jest ważne. W moim przypadku była to choroba (na szczęście przejściowa) i złe rzeczy, które spotkały moich bliskich. Nie był to dobry czas, ale na pewno wyjątkowo cenny - przede wszystkim zmienił moje spojrzenie na świat (geez, jak to przebanalnie brzmi!) i przewartościował wiele spraw. Nagle okazało się, że najważniejsze są najprostsze rzeczy - zdrowie, spokój i bliscy - a pieniądze, od momentu, w którym zaspokajają najważniejsze potrzeby życia na niezłym poziomie (i właśnie życia - nie posiadania), nie mają większego znaczenia i na pewno nie dają szczęścia.

Uśmiecham się sama do siebie, czytając to, co napisałam, bo wygłaszanie takich banałów do niedawna było mi zupełnie obce. Tak naprawdę zmianę, która we mnie zaszła, da się wytłumaczyć chyba tylko w rozmowie w cztery oczy.
Zazwyczaj na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo materialistycznie patrzymy na rzeczywistość. Zarabianie i kupowanie zajmuje nas tak bardzo, że coraz częściej korzystanie ze zdobywanych z trudem dóbr odkładamy na kiedyś. Na weekend, urlop, zakończenie projektu. A gdzieś w tle majaczy tęsknota za czymś innym. Nieokreślonym. Innym rytmem i innymi wartościami.
Idea minimalizmu, kiedyś tak mi obca jak to tylko możliwe, nagle stała się czymś, co wyjątkowo do mnie trafia. I nie chodzi tu o sam element fizycznego posiadania niewielu rzeczy, a raczej o zastanowienie się, czy ścieżka, którą podążam, wynika z tego, co naprawdę chcę osiągnąć, czy może ze społecznych oczekiwań i wzorców.
Nie trzeba odrzucać pracy, konsumpcji i tych wszystkich drobiazgów, które składają się na nasze dni. Wystarczy nauczyć się układać te puzzle w ładniejszą układankę niż do tej pory. Bez rewolucyjnych zmian. Bez radykalizmu. Bez popadania w skrajności, rzucania pracy, wyprowadzania się na odludzie, pozbywania się całego dobytku. Małymi krokami przez codzienne decyzje poprawiać jakość swojej egzystencji. (…) Gdy docenia się proste przyjemności i czerpie satysfakcję z zupełnie zwyczajnych rzeczy, każdy dzień przynosi radość. Znikają szarość i beznadzieja, zaczyna się dostrzegać nieskończoną gamę barw i odcieni. (…) Rozwieszając pranie, cieszymy się zapachem czystości. (…) Drzemka pod ulubionym starym kocem dorównuje wypoczynkowi w luksusowym hotelu. Słuchanie ukochanej płyty poprawia humor niemal tak samo jak osobisty udział w koncercie. Spacer z psem w zimowy dzień, gdy mróz szczypie w policzki, sprawia, że chce się śpiewać wniebogłosy.
Cieszyć się każdą chwilą - właśnie tego się nauczyłam. Skłamałabym, mówiąc, że zawsze mi się to udaje, że nie mam gorszych chwil, kiedy wcale nie doceniam tego, że jestem zdrowa i wszystko jest dobrze, tylko skupiam się na tym, że za oknem jest szaro, ciemno, a mnie boli głowa, i w ogóle wszystko jest do kitu. Oczywiście, że są takie dni. Ale jest ich nieporównywalnie mniej niż kiedyś i mam nadzieję, że ta tendencja będzie się utrzymywać (niech tylko przyjdzie ta wiosna!!!).

Celowo pominęłam w tym wpisie kwestie porządków w otoczeniu i samego pozbywania się zbędnych rzeczy, bo jest to temat na cały osobny wpis. Na razie zresztą zabieram się do tego powoli - chcę uniknąć sytuacji, w której najpierw wyrzucę połowę rzeczy z mieszkania, a potem zorientuję się, że wcale nie o taki minimalizm mi chodziło, i wydam fortunę na odkupienie wszystkiego :) Nie wiem jeszcze, jak wielu przedmiotów potrzebuję i które ze zbędnych rzeczy sprawiają mi radość, więc będę do tego dochodzić powoli.

Uff, minęły już prawie cztery godziny od kiedy zaczęłam pisać. Jest sobota, ale wstałam o 6.30, bo bardzo chciałam w końcu zmierzyć się z tym tematem (o wczesnym wstawaniu też będzie wkrótce!). Przede mną jeszcze cały dzień, który spędzę jak mogę najlepiej, z bliskimi, ciesząc się każdą chwilą i małymi rzeczami.

To na pewno jeden z bardziej osobistych wpisów na blogu i trochę się obawiam, jak zostanie przyjęty. Jestem pewna, że momentami nie udało mi się uniknąć banałów i "głębokich" stwierdzeń, z których jeszcze niedawno sama bym się nabijała. Inaczej się jednak nie dało. Miłego dnia! :)

45 komentarzy

  1. Bardzo lubię tego typu posty :) Minimalizm powinien moim zdaniem sięgnąć każdego współczesnego człowieka, za dużo zużywany wszystkiego, za dużo kupujemy, eksploatujemy, wyrzucamy i tak w kółeczko, sama wyzbywam się zakupów rzeczy, które nie będą przydatne i eliminuję niepotrzebne przedmioty w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, ja uwielbiam minimalizm! Dzięki takiemu podejściu do życia w końcu mogę odetchnąć z ulgą, odpocząć, wyciszyć się. Mój mózg przestaje ciągle krzyczeć i zarzucać mnie kolejnymi zadaniami i myślami. Kiedy po raz pierwszy poczułam, że minimalizm jest dla mnie? Wtedy, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że im więcej przedmiotów przywożę do mojego nowego mieszkania z rodzinnego domu i im więcej przedmiotów się w nim pojawia (ubrań, pościeli, ręczników, naczyń, ozdób itd.) tym bardziej przytłoczona i zagubiona się czuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama na szczęście większość swoich niepotrzebnych rzeczy zostawiłam w domu rodzinnym, ale wiem, że kiedyś trzeba się będzie rozprawić i z nimi.

      Usuń
  3. Zachęciłaś mnie do przeczytania książki, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będziesz równie zadowolona.

      Usuń
    2. miałam ją kilkakrotnie w wirtualnym koszyku księgarni matras, ale przy kolejnym zamówieniu jednak zdecyduje się :)

      Usuń
  4. Fajny tekst :) ja mam tak, że nie lubię trzymać niepotrzebnych rzeczy, jak tylko coś już się zepsuje, albo po prostu nie potrzebuj to albo wyrzucam albo komus oddaje. Z kosmetykami mam tak, że wszystko mnie kusi i wszystko bym chciała, ale jak mam to wiadome ze nie uzywa sie np wszystkich szminek na raz więc męczy mnie to że one leza i są bezuzyteczne, a zanim jedna zuzyje to mija rok albo i wiecej :) cos chyba ze mnie jest z minimalistki ale tez i nie do przesady :) nie lubie też w pokojach za duzo rzeczy na półkach i ciuchów w szafie, wolę sprawdzone klasyczne zestawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli właściwie można powiedzieć, że minimalizm masz we krwi :) Ja kiedyś lubiłam mieć dużo wszystkiego, jak najwięcej!

      Usuń
  5. jestem bardzo ciekawa tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Może i słowa w stylu "negatywne wydarzenia zmieniły moje spojrzenie na świat" brzmią banalnie, ale moim zdaniem ich znaczenie rozumie się dopiero wtedy, gdy samemu się czegoś takiego doświadczy. Inaczej są pustym, kiczowato brzmiącym frazesem.
    Bardzo dobrze mi się czytało ten post. Cieszę się, że w idei minimalizmu znalazłaś coś dla siebie. Ja na razie nie czuję potrzeby zagłębiania się w minimalizm, więc odpuszczę sobie tę książkę. Może kiedyś do niej dojrzeję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, i zresztą zobaczyłam to też na własnym przykładzie, że sens tych słów rozumie się dopiero wtedy, kiedy sami tego doświadczymy.

      Usuń
  7. Też oglądam Agnieszkę i bardzo ją cenię :) Zdecydowanie idea minimalizmu do mnie przemawia, ale szczerze mówiąc człowiekowi jest ciężko zwłaszcza w młodym wieku być minimalistą. Pierwsze pieniądze, chęć posiadania fajnych rzeczy, dobrego ubioru, wystroju wnętrza i po prostu konsumpcji jest zbyt wielka. Myslę, że do tego minimalizmu dochodzi się w późniejszych latach, kiedy człowiek już tyle rzeczy miał i sprawdził na własnej skórze, że nie potrzebuje więcej ;) Ja nie wyobrażam sobie mieć np. 2-3 szalików, bo uwielbiam różnego rodzaju chusty, szale itd i na pewno żadnego nie wyrzucę.... Myślę, że z czasem wszystko samo przyjdzie ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga to ostatnio jedna z moich ulubionych youtuberek, a z polskich to chyba nawet ulubiona :) Masz rację, to po prostu samo kiedyś przychodzi i nie ma co na siłę przekonywać się do minimalizmu.

      Usuń
  8. Bardzo ciekawie wszystko opisałaś..przeczytałam do końca i cieszę się że w końcu ludzie zaczynają dostrzegać te ważniejsze rzeczy(cenniejsze).Nie którzy gubią się w świecie myśląc jedynie o tym aby coś posiadać i to coraz więcej..ok rozumiem trzeba jakoś żyć i mieć za coś ale nie cierpię tego gdy wpada się w pułapkę egoizmu i krzywdzeniu innych . Tak każdy powinien cieszyć się z najmniejszej rzeczy,doceniać czas i dobrze go wykorzystać.Życie mamy tylko jedno :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawi mnie ta książka. Jestem teraz na etapie porządkowania swojego życia. Jest coraz lepiej, bo powyrzucałam masę niepotrzebnych mi rzeczy i wcale za nimi nie tęsknię. No i nic w zamian nowego nie kupiłam. Okazuje się, że wcale nie muszę mieć 20 torebek, które i tak leżą w szafie nie używane. Tylko z kosmetykami mam mały problem.. takie to kobiece.. i tak ciężko to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba zawsze będę miała największy problem z kosmetykami, po prostu wyjątkowo cieszy mnie ich posiadania :) Myślę jednak, że z czasem moja kolekcja trochę się zmniejszy.

      Usuń
  10. Fajnie, że Tobie minimalizm przypada do gustu. Ja jednak zaczynam mieć go dosyć. Wręcz mam wrażenie, że w niektórych środowiskach bycie minimalistą jest tak modne, że osoby, którym odpowiada inny styl życia po prostu są oceniani jako konsumpcyjne, materialistyczne i nastawione na 'chcę więcej'. I tak jak proste wnętrza wyglądają na czyste, przejrzyste i spokojne, tak dla mnie jawią się zimnymi i pustymi. Nie ma nic złego w posiadaniu piętnastu spódnic czy mnóstwa szklanych/porcelanowych bibelotów na półkach, o ile tylko jesteśmy w stanie nad tym zapanować. I posiadanie maksimum 100 przedmiotów (o czym kiedyś czytałam) też jest ok, ale nie dla każdego. Po prostu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale to nie o to chodzi, przecież każdy ma swój własny minimalizm, po prostu dopasuj go do siebie. Np. nie lubisz mieć dużo toreb to już jest minimalizm, proste wnętrza nie znaczy nudne i bez koloru, po prostu nie zagracone, nie musisz również posiadać tylko 100 przedmiotów, to tylko wskazówki, minimalizm nie jest więzieniem ;D każdy ma swój własny ale jeśli Ci to nie pasuje to ok.

      Usuń
    2. I właśnie dlatego ta książka do mnie trafia - bo autorka niczego nie narzuca, a jedynie pokazuje ewentualne drogi w kierunku minimalizmu, którymi można podążać.

      Usuń
    3. Wiem, że można i powinno się dostosować do siebie. Chodzi mi o to, że zdarza się jednak podejście 'tylko to jest właściwe', bo takie też już spotkałam

      Usuń
    4. Takiego podejścia unikam jak mogę, i to nie tylko jeśli chodzi o minimalizm.

      Usuń
  11. Jestem na razie gdzieś w połowie, ale coraz bardziej mi się podoba :) No i "Mniej" Marty Sapały też się równie fajnie czyta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele słyszałam o Mniej, ale jakoś do tej pozycji mnie tak nie ciągnie. Może kiedyś (najlepiej w bibliotece) :)

      Usuń
  12. Minimalizm to świetna sprawa :) Już jakieś dwa lata temu zauważyłam że drażni mnie wiele rzeczy, które magazynowałam u siebie w pokoju, wszystkie powyrzucałam/ porozdawałam i poczułam się lepiej! Od tamtego czasu wyrobiłam sobie nawyk "nie chomikowania tego co niepotrzebne" co w połączeniu z upakowaniem wielu przedmiotów (które ciężko jest utrzymać w porządku np. pierdółki do haftowania) w pudełka sprawiło, że aż lżej mi się żyje i przyjemniej pracuje :) Wcześniej nie sądziłam, że może to mieć aż taki wpływ na człowieka :)
    Gorąco pozdrawiam! Muszę przyznać, ze czytam Twojego bloga od baaaardzo dawna, a odważyłam się skomentować chyba po raz pierwszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Takie komentarze od osób, które znają mojego bloga od dawna, zawsze są bardzo miłe :)

      Usuń
  13. tez ogladam Agnieszke i coraz czesciej zastanawiam sie nad moim podejsciem do minimalizmu. jak narazie zbyt duzo rzeczy posiadam,co prawda staram sie ograniczac zakupy, ale to zbyt malo. Bardzo ciesze sie na takie posty, wiec chetnie bede zagladac na Twojego bloga!

    OdpowiedzUsuń
  14. Podobne odczucia miałam po przeczytaniu książki Dominique Loreau "Sztuka Prostoty". Nagle dostrzegłam że zakupy przestały być fajne :Pa I mój dom zaczął wyglądać inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zapisana na tę książkę w bibliotece :)

      Usuń
  15. Po przeczytaniu tych kilku wpisów odnoszę jednak wrażenie, że jest to książka skierowana tylko do ludzi nastawiononych na posiadanie. Pytanie czy faktycznie Polacy przy swoich niedużych zarobkach naprawdę popadli w taki konsumpcjonizm? I chyba bym tej teorii nie nazwała minimalizmem a zdrowym rozsądkiem:) możliwe, że źle zrozumiałam przekaz i dopiero przeczytanie książki dałoby mi pełny obraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiadając na Twoje pytanie: tak, uważam, że tak się stało. Zresztą nie trzeba wcale zarabiać dużo, żeby zagracić swoje życie tysiącami niepotrzebnych rzeczy.

      Usuń
  16. Cieszę się, że jest tutaj kolejna zwolenniczka minimalizmu;) Mi również książka się podobała, o czym zresztą pisałam u siebie. Jest dobra na początek dla osób, które nie wiedzą z czym minimalizm w ogóle się wiążę;) Nawet dla tych sceptyków by lepiej zrozumiały te osoby, które minimalizm wcielają w życie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo fajnie, lecę szukać Twojego wpisu!

      Usuń
  17. Ja powoli coraz bardziej przekonuję się do minimalizmu i staram się nauczyć na nowo czerpać radość z prostych przyjemności takich jak dobra książka, aromatyczna kąpiel czy promienie słońca. W zeszłym roku trochę się zagalopowałam i w pewnym momencie zorientowałam się, że nie potrafię się z niczego cieszyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie mogłabym się podpisać pod Twoimi słowami. Zauważyłam, że im mniej kupuję, tym każdy zakup bardziej mnie cieszy.

      Usuń
  18. Od zawsze jestem minimalistką a dlatego bo minimalizm równa się lepsze samopoczucie i spokój wewnętrzny a to bardzo dużo. Chyba czasami faktycznie nie potrafimy się cieszyć bo czasami i mnie dopadał ten problem, prawie wszystko mam to co mam robić? Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawać pieniądze na doświadczenia, a nie na rzeczy materialne :) Ja ostatnio bardzo często odwiedzam różne krakowskie knajpki i w końcu nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia (wcześniej wiele takich wyjść przeliczałam na rzeczy, które mogłabym kupić).

      Usuń
  19. Myślę, że jesteśmy na podobnym etapie. Mnie również jakiś czas temu przestały cieszyć zakupy, a zaczęło mi przeszkadzać zbyt dużo rzeczy w moim otoczeniu. Staram się oczyszczać moją przestrzeń z niepotrzebnych rzeczy i cieszyć się codziennymi małymi drobiazgami, które nie są materialne. W idei minimalizmu doceniam to, że człowiek zaczyna doceniać to co ma, a nie szukać sposobów by ciągle mieć więcej. Chętnie przeczytam tą książkę, jak tylko będę miała okazję. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja nigdy nie przepadałam za nadmiarem rzeczy w moim otoczeniu. Nie lubiłam drobnych dekoracji, świeczek, serwetek i nigdy ich nie miałam (ku uciesze mojej mamy, która od kiedy pamiętam, ma zawsze luźno w szafach). Teraz u siebie też nie gromadzę. Mam jednak słabość do kosmetyków i torebek (co jakiś czas pozbywam się zestawu kosmetyków na allegro, gorzej mam z torebkami - część z nich to prezenty). Z ciuchami próbuję rozprawiać się na bieżąco (choć też mam kilka sentymentalnych bluzek i z nimi nie wyszło). No ale naturę mam pedanta, więc niepokoi mnie nadmiar i bałagan (jestem takim trochę hipsterem, byłam minimalistką zanim to zjawisko stało się popularne ;-) ).
    Zachęciłaś mnie do przeczytania tej książki już na Instagramie, bo np. po książkę pani Loreau z ciekawości sięgnęłam i nie trafia do mnie z filozofią wschodu w szafie i życiu :) Porządek jest fajny:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Kiedy czytałam tę książkę, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że to, co obecnie nazywamy "minimalizmem", jest po prostu zdrowym, racjonalnym podejściem do życia. Trochę szkoda, że potrzebujemy czasem dostać po głowie od życia, żeby przestać zachłystywać się konsumpcją - i piszę to jako osoba, która, podobnie jak Ty, potrzebowała prawdziwego problemu, żeby się ocknąć wśród zapchanych półek.

    OdpowiedzUsuń
  22. Wpis zachęcił mnie do sięgnięcia po książkę;) Dobrze, że na tak popularnym blogu promuje się tak odmienne podejście, które dzisiaj pomogłoby niejednej osobie żeby wyjść z życiowego dołka...

    OdpowiedzUsuń
  23. Ostatnio wprowadziłam u siebie projekt (nawet już zdążyłam go zakończyć z sukcesem) pozbycia się 365 rzeczy w 365 dni. Nie było to trudne. Zwykle jeśli coś mi już nie pasuje posyłam to dalej w świat sprzedając lub oddając. Myślę, że jest to dobry krok w stronę minimalizmu. Jednak mimo wszystko lubię się otaczać przedmiotami i kocham zakupy.. Co jakiś czas to leczę wprowadzając projekt miesiąca bez zakupów kosmetycznych :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ostatnich miesiącach na pewno wywaliłam więcej rzeczy, więc wyrobiłam normę na dwa lata ;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Bardzo chętnie je czytam i odpowiadam na każde pytanie! Proszę, nie spamuj jednak - nie zapraszaj do siebie i nie podawaj linka do swojego bloga. Znajdę go w Twoim profilu! Dziękuję.