poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Przeczytane nad morzem - THORN, Maybe Someday, Dom na jeziorze

Wakacje nad morzem zawsze oznaczają dla mnie przede wszystkim czas na nadrobienie czytelniczych zaległości z całego roku. Większość dni mija mi na błogim lenistwie z książką w ręku - czasem na plaży, czasem na trawie, a ostatnio najczęściej na werandzie, gdzie siedzę w wygodnym fotelu albo leżę na drewnianej ławie. Bez wyrzutów sumienia pochłaniam czasem nawet po kilkaset stron dziennie. Dziś o trzech książkach, które po które sięgnęłam tu w pierwszej kolejności. 


Mam z tą książką problem. Problem jest taki, że postawiłam jej chyba za wysoką poprzeczkę i przez to sama sobie zepsułam lekturę. Zamówiłam ją pierwszego dnia przedsprzedaży, bo lubię Tomka. Lubię jego blogi i lubię jego wpisy. Bardzo podobały mi się jego dwie poprzednie publikacje. Można by pomyśleć, że w takim razie to książka idealna dla mnie - bo spora jej część to teksty, lub fragmenty tekstów, które już kiedyś u niego czytałam. Niestety, nie wiem czemu, ale w tej formie jakoś zupełnie mi one nie podchodzą. Coś, co pasowało na bloga, na papierze wygląda po prostu źle, zwłaszcza z puentą wytłuszczoną wielkimi drukowanymi literami.

Czytając THORNa, cały czas albo coś mi nie pasowało, albo miałam powtórkę z rozrywki, albo zwyczajnie się nudziłam - w ogóle nie udało mi się wkręcić w historię. W dużej mierze zgadzam się z recenzją napisaną przez Zwierza, choć ja jednak często odnajduję się w tekstach Tomka z jego blogów. Po prostu ta książka zupełnie do mnie nie trafiła. Brakowało mi przede wszystkim tego, co dla mnie jest w powieściach najważniejsze - emocji.

Większość osób chwalących tę pozycję zwraca szczególną uwagę na ukryte w niej zagadki. Jest ich podobno dużo, ja odkryłam pewnie zaledwie ułamek, ale… zwyczajnie nie jestem zainteresowana grzebaniem i szukaniem dalej. Historia mnie nie zainteresowała i rozwiązanie zagadek też zupełnie mnie nie ciekawi.

Widzę jednak, że wiele osób jest zachwyconych i bardzo angażuje się w dyskusje o kolejnych szyfrach i łamigłówkach, więc ciężko mi jednoznacznie doradzić lub odradzić tę pozycję. Sama nie wiem. Ja w każdym razie kolejnych tomów chyba nie przeczytam.

To, czego brakowało mi w książce Tomka, znalazłam tutaj. Emocje, które towarzyszyły mi przez całą  tę lekturę, są właśnie tym, na co zawsze liczę, sięgając po powieść.

Dwa lata wcześniej Ada straciła w wypadku ukochanego męża i córeczkę. Uciekając przed bolesną codziennością, postanawia zamieszkać na barce w Seattle. Tam niespodziewanie znajduje tajemniczą skrzynię i wpada na trop sekretu sprzed lat.

Historia wciągnęła mnie od samego początku swoim klimatem, zwłaszcza ze względu na miejsce akcji. Intrygujące, prawda? Ja w każdym razie z chęcią przeniosłabym się na taką barkę choćby na kilka tygodni (choć nie mogę przestać myśleć o tym, ile tam musi być szczurów i pająków).

Jest tragiczna historia, są uczucia, jest zagadka z przeszłości - wszystko to razem wciąga i stanowi idealną wakacyjną lekturę, od której trudno się oderwać. Z opisywanych książek ta jest dla mnie zdecydowanym numerem jeden i na pewno tuż po powrocie sięgnę też po inne powieści Sarah Jio.

Już wcześniej kojarzyłam inne pozycje Colleen Hoover, zwłaszcza najbardziej znaną - „Hopeless”. Z tego co się zorientowałam, są to książki przeznaczone raczej dla młodzieży, choć bohaterowie „Maybe someday” mają po dwadzieścia kilka lat. Z tego względu jestem w stanie wiele wybaczyć tej pozycji, bo na pewno inaczej pisze się dla dorosłych czytelników, a inaczej dla trochę młodszych odbiorców. Jestem pewna, że gdybym trafiła na nią jakieś dziesięć lat temu, spodobałaby mi się ona dużo bardziej, a może nawet by mnie zachwyciła. Teraz zachwytu nie ma, co nie znaczy, że lektura nie sprawiła mi przyjemności i że nie pochłonęłam te prawie 400 stron w jeden dzień :)

Jak pisze wydawca, „Maybe someday” to opowieść o ludziach rozdartych między 'może kiedyś' a 'właśnie teraz', o emocjach ukrytych między słowami i o muzyce, którą czuje się całym ciałem. Można by rzec - klasyczne love story dla nastolatków. Mimo wszystko polecam też starszym odbiorcom, zwłaszcza tym, którzy czasem szukają lekkiej, niezbyt angażującej lektury. Takie czytadło na plażę, przy którym można miło spędzić leniwy dzień.

Swoją ocenę lekko podciągnęłam również ze względu na to, że książka ma specjalnie dla niej stworzony soundtrack! Głównymi bohaterami powieści są muzycy, a wszystkich „stworzonych" przez nich utworów można posłuchać na stronie internetowej maybesomedaysoundtrack.com - naprawdę ciekawe, innowacyjne rozwiązanie.

P.S. Dzień po mnie książkę przeczytała 16-letnia dziewczyna mojego brata - dosłownie ją pochłonęła i bardzo jej się podobała, co potwierdziło moje przypuszczenia, że ja na tę pozycję jestem jednak już odrobinę za stara :)

Kończę pisać, publikuję i lecę czytać kolejne książki. Przesyłam wam kolejne już pozdrowienia znad naszego pięknego morza!

Zapraszam do śledzenia mnie w mediach społecznościowych: facebook | instagram | bloglovin | snapchat: martamardyla

11 komentarzy

  1. Sarah Jio ma boskie książki-wszystkie. Jednak najbardziej polecam Dom na plaży i jeżynową zimę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wakacje to idealny czas na czytanie. Rokrocznie nadrabiam wtedy mnóstwo książek. Fajnie, że też nie zwalniasz tempa. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja w trakcie swojego urlopu przeczytałam trylogię 'stulecie winnych', lubię sagi rodzinne więc ta książka bardzo przypadła mi do gustu. Nie przepadam za książkami Sarah Jio, przeczytałam 'marcowe fiołki' i 'jeżynową zimę', dla mnie to takie czytadła jakich tysiące, bez żadnego ciekawego pomysłu na fabułę. Uwielbiam czytać na plaży:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam żadnej z opisanych wyżej pozycji. Ja obecnie walczę z poważnym zastojem czytelniczym, po prostu nie mam na nic ochoty. Nawet na czytanie, które kiedyś zupełnie pochłaniało mnie w wolne dni :c

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawe choć różne książki, wszystkie chętnie bym przeczytała. :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zupełnie nie wiem co myśleć o tej pierwszej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem w trakcie czytania Thorna i mam podobne odczucia jak Ty, ale poczekam z wyrokiem do końca książki. Za to "Dom na jeziorze" chętnie bym od Ciebie pożyczyła. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli chodzi o Tomka, to bardzo wysoko oceniam jego książki dotyczące blogowania, ale na jego najnowsze dzieło raczej się nie skuszę, ponieważ to nie moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam Dom na Jeziorze i przypadł mi do gustu choć chyba bardziej ciekawiły mnie marcowe fiołki - również dobra pozycja. Maybe Someday podobała mi się, to wprost wulkan emocji - chyba dawno nie czytałam książki tak naładowanej najróżniejszymi uczuciami :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja czytałam trylogię Millenium :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Bardzo chętnie je czytam i odpowiadam na każde pytanie! Proszę, nie spamuj jednak - nie zapraszaj do siebie i nie podawaj linka do swojego bloga. Znajdę go w Twoim profilu! Dziękuję.